poniedziałek, 7 lipca 2014

Matura



- Anielkaaaaa!!!!!- słyszałam głos siostry z dołu- Anielaaaa wstawaj!!! Musisz iść do szkoły. Dzisiaj ostatni dzień. – nie reagowałam, i myślałam, że w końcu jej się znudzi jak zwykle. Niestety dzisiaj się pomyliłam. Obróciłam się na drugi bok i na głowę narzuciłam mój ulubiony koc z kotełkiem. Nie było sensu wstawać. Właśnie zawaliłam dwa pierwsze i najważniejsze egzaminy w moim życiu. Nie chciałam patrzeć na te szczęśliwe twarze moich byłych kolegów z klasy. Słuchać jak to podostawali się na łódzkie ASP z palcem w dupie. Mnie się zachciało Gdańska. Zachciało mi się kurwa. To teraz mam. Cudownie wprost. Jestem bezrobotną bez perspektyw na życie. Bo kto mnie niby przyjmie do pracy? Prawa jazdy brak, samochodu brak, doświadczenia brak….
- Aniela, do cholery wstawaj!- usłyszałam zdenerwowany głos Gabrielii. Zabrała mi z głowy koc, a mnie oślepiło światło. Mój odruch był taki sam jak co dzień, czyli zasłoniłam oczy rękoma i schowałam głowę pod poduszkę. –Anielka co się z tobą dzisiaj dzieje? – pytała zatroskana
- Nic! Właśnie zawaliłam swoje życie. Oblałam matmę- wykrzyczałam i wbiegłam do łazienki znajdującej się w moim pokoju, zatrzaskując za sobą drzwi. Spojrzałam w lustro. Moje ciemnobrązowe włosy do ramion potargane były jak u jakiegoś menela, oczy podkrążone od płaczu. Dobra trzeba się ogarnąć, pomyślałam. Z półki zdjęłam mój peeling i obmyłam twarz. Ok., teraz wyglądam znośnie. Nałożyłam podkład, zrobiłam kreski na oczach, które robiłam już machinalnie i pomalowałam rzęsy. Na usta nałożyłam czerwoną szminkę, a na włosy założyłam turban maskując swoje przetłuszczone i potargane włosy. Wróciłam do pokoju, Gabi już w nim nie było. Spojrzałam na ściany. Ten pokój robiłam sama z siostrą. Pomalowałyśmy ściany na brązowo i jedną na beżowo. Na jednej ze ścian, nie wiem co mi odbiło zachciało mi się namalować koronkę. Za każdym razem ten widok mnie odprężał. W rogu koło dużego okna poustawiałam duże, drewniane, rzeźbione figury kotów. Prezent od kolegi z Zakopanego. Miałam do nich sentyment. W rogu naprzeciw okna panował totalny syf. Farby, kartony, ołówki, kredki, pędzle, szpachle, a nawet jakieś porwane płótna leżały pod ścianą w koronkę. Postanowiłam posprzątać tu jak wrócę ze szkoły. Z szafy wyjęłam swoją ulubioną czarną długą sukienkę wiązaną na szyi. Jedyne co w sobie lubiłam to właśnie nienaganna sylwetka z małymi piersiami i nogi. Założyłam baleriny, z biurka ściągnęłam torbę lnianą i ruszyłam do drzwi. Droga do szkoły dłużyła mi się niemiłosiernie. Serdecznie nienawidziłam tej budy, cieszyłam się, że to już koniec. Weszłam do sekretariatu, wypełniłam i wybiegłam tak, żeby mnie nikt nie zauważył. Nie udało się. Złapały mnie trzy dziewczyny chwaląc się jak im poszło i próbując przemaglować mnie. Z całej siły ściskałam się w środku, żeby się nie rozryczeć. Nic nie mówiąc wyszłam ze szkoły i spokojnie poszłam do mojego ulubionego spożywczaka po moje niezawodne piwo. Miodowa fortuna poprawiała mi humor zawsze, no prawie zawsze.
W domu nikogo nie było. Nasi rodzice nie żyją, a Gabi pewnie była jeszcze w pracy albo u swojego chłopaka. Zdjęłam z głowy turban, zrzuciłam buty i ruszyłam do mojego pokoju. Po drodze zabrałam lody czekoladowe. Usiadłam płacząc nad nimi, przepijając winem i fortuną. Po jakimś czasie mój poprawiacz humoru się skończył, więc postanowiłam pierwszy raz wyjść w miasto. Trafiłam do jakiegoś baru gdzie złapał mnie jakiś długowłosy chłopak mniej więcej w moim wieku. Zaciągnął mnie w jakiś ciemny zaułek i tam się wszystko zaczęło.
- Czego ode mnie chcesz?- zaczęłam krzyczeć na niego
- Hej Niunia, nie denerwuj się tak. Jesteś jedną z nas- zaczął tłumaczyć gardłowym głosem
- Jedną z was? O czym ty mówisz? I nie mów na mnie niuńka- mówiłam przez zaciśnięte zębyp
- Przy mnie się wyluzujesz
- Nie sądzę….- kręciłam z niedowierzaniem głową. Wyciągnął z kieszeni rzemień i strzykawkę. Przez chwilę przeszedł mnie dreszcz. Pamiętałam słowa Gabsona, jak opowiadała mi o tym jak jej poprzedni chłopak przedawkował, jak on się szybko uzależnił. Teraz nie myślałam o tym, chciałam, żeby wszystko ze mnie zeszło, żebym nie musiała myśleć o tych egzaminach, o zbliżającej się poprawce. Działka miała mi w tym pomóc. Na chwilę, ale dla mnie to już brzmiało jak zbawienie. Wyciągnęłam do niego lewą dłoń. Zacisnął na moim wątłym ramieniu czarny rzemień i z satysfakcją wbił igłę w żyłę. Po ciele zaczęła rozchodzić się chłodna, przyjemna substancja powodując odstresowanie i euforię. Wstałam i wróciłam do domu pełna spokoju. W staniku miałam kontakt do chłopaka, gdyby była mi potrzebna jeszcze jego pomoc. Przecież to było tylko jednorazowe. Koniec z tym. Od jutra trzeba się wziąć za tą jebaną matmę. Potknęłam się o butelkę, wepchnęłam ja pod łóżko, żeby siostra niczego nie zauważyła i wślizgnęłam się do łóżka. Było mi tak przyjemnie, i niczym nie przejmowałam. Powoli odpłynęłam w krainę snu.

2 komentarze:

  1. Genialne chce więcej!!! dawaj dalej ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jej dziekuję :)
      Juz niedługo powinien pojawić sie kolejny rozdział

      Usuń